RSS
 

Nie ma wyjaśnienia.

06 lip

Cóż ja mogę powiedzieć… To jest cudowne! Naprawdę dawno czegoś takiego nie doświadczyłem. Dawno nic takiego mnie nie wzruszyło tak mocno, nie wywołało na raz takiego spektrum emocji.  Ten cudowny twór umieszczę na końcu notki. I chociaż nadal wszystko przeżywam w swoim introwertycznym stylu, potrafię przy tym się wzruszyć i uronić niejedną łzę… Wszystko gra, bo jest uczucie, są emocje.

Dziękuje Ci.

 

Życie jest przewrotne.

 

Ale teraz nie ma we mnie jakichkolwiek uczuć głębszych poruszanych wspomnieniami czy retrospekcjami. Wszystko wydaje się odcięte wielką kreską. Szybuję gdzieś ponad to. Może właśnie ponownie wpadłem w swoją pustkę czy próżnię, jak tam ją zwać… Czy to już nie to a normalny stan? Mylę się już w tym wszystkim. I wszystkie uczucia przelałem na to, co zawsze mi sprawiało radość, czyli muzykę. Tak chyba ukryłem wszystko. W tej wielkiej chmurze obojętności nie ma słońca.

Jak do tego doszło?

Jak typowy samiec, skupiam się na jednej rzeczy. Skupiam się na tym, co mi daje uczucia jakiekolwiek. Nie wymaga niczego w zamian. Nie działa reakcją na akcję. Jest, po prostu jest…
Nie trzeba się starać. Nie trzeba coś robić, zmieniać, próbować. Tak, to może forma ucieczki cholernej.

Ale jest tutaj tak dobrze…

Dobrze, że sen otacza wszystko. Zaraz odlecę w nieznane. Nie sprawdzę nawet notki, jak zawsze to robiłem. O kilka słów za dużo – nie dzisiaj, nie tutaj.

Tylko jeszcze raz powrócę do tego cuda, które rozbrzmiewa mi w słuchawkach. Są też kolejne cuda w kolejce. Ale to… Rozwala, wgniata, niszczy i wypluwa w całości. To jest cudowna podróż. Ostatnio rzadko czymkolwiek się zachwycam, a tutaj nie ma słów. Za każdym razem wgnieciony w fotel. I tak aż do przesycenia, zapomnienia i powrotu ponownego. Zawsze wracam.

Tyle razy powtarzałem, że życie jest przewrotne. Ale jakże piękne też bywa.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

21 cze

Uciekam od myśli jak najdalej. Szukam czegoś, co pozwoli zatrzymać się chociaż na chwilę. Ale taka ostoja nie istnieje. Nie ma takiej przystani. Życie to podróż. Nieustająca podróż…

Jakże cudownie jest rozpływać się przy muzyce i herbacie. I cały czas się zastanawiam, gdzie ja do jasnej cholery byłem, że przez kilka przesłuchań płyty nie potrafiłem sobie uzmysłowić, co dokładnie przelatuje mi przez uszy.

Jednocześnie zdałem sobie sprawę, jak bardzo czegoś takiego potrzebowałem. Żeby jakieś uczucie uderzyło… Melancholia. Słucham i nie wierzę. Delikatne przygnębienie nuci swą pieśń. I wtedy przychodzi zrozumienie. To przyszło nie tylko z potrzeby chwili czy dni. To przyszło, żeby coś zrozumieć. Wszystko da się odkręcić, naprawić i zrozumieć. Popełniam wiele błędów i nawet z części sobie sprawy nie zdaję. Błędy to rzecz typowo ludzka. Jak i ich darowanie, przymykanie oka czy nie wytykanie wszystkiego palcami.  Szansa, rzecz także ludzka. A zawsze najtrudniej wyciągnąć rękę do drugiej osoby.

Czas mija. Zdaję sobie sprawę, że jestem niczym we wszechświecie. Nie jestem nawet nanosekundą, tchnieniem czy mrugnięciem okiem pośród ogromu, chociaż nasze życia często trwają długo. Z wygodny, barier wewnętrznych i zewnętrznych, różnych innych bliżej nieokreślonych powodów, trwamy w tym stanie. Człowiek czeka na człowieka, na jego gest, wyciągnięcie ręki. Czeka, zamiast zrobić pierwszy krok. Czekamy, ale nic się nie dzieje. Się szuka ulgi, rozmowy u kogoś. Myśli się, analizuje i snuje plany. Pisze, daje upust w sporcie, ale dalej czeka i nie robi nic, żeby zmienić stan rzeczy. Im człowiek starszy, tym czas mija szybciej. Więcej też przecieka przez palce.

 

Jedni odchodzą, robiąc miejsce innym. Bo Wszyscy podlegamy tym samym prawom wszechświata. Wszyscy podlegamy prawom śmierci. Końca wszystkiego. Jedynej pewnej rzeczy, której nie da się oszukać czy ominąć w żaden sposób.  Koniec… Nigdy nie wiadomo kiedy nadejdzie. Można wykorzystać dany czas. Trzeba wykorzystać ten czas. To jedyne, co mamy. Szkoda czasu na sprawy, które nic nie wnoszą do życia. Drugiej szansy nie będzie. Dla nikogo z nas.

Ale co się stanie? Nic. Pod płaszczem pozornie ułożonego życia będzie to samo. Patrzenie w monitor, telefon czy przed siebie. Pętla oczekiwania zaciskająca się na szyi. Przecież wszystko jest dobrze, tak się tłumaczy. Tak lepiej, tak wygodniej. A czas mija, czas ucieka…

Wiem, że kiedyś po mnie przyjdziesz. Ale to nie teraz. Nie chcę. Mój czas jeszcze nie nadszedł.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Holding on…To a dream…

04 cze

Tym razem próbowałem coś sklecić i nie wychodziło nic. Próbowałem także odnaleźć w sobie jakieś uczucia, chociażby negatywne, złe i smutne. Nie pomogły najsmutniejsze utwory muzyczne. Starałem się znaleźć cokolwiek w muzyce i pojawiała się jedynie radość w jakimś małym procencie. Podążam dalej tą ścieżką i odnajduję wreszcie coś, co porusza pewne struny duszy. Minęło kilkanaście minut i nie napisałem nic poza tradycyjnym bełkotem.

Czytam więc swoje bohomazy na tej stronie. Większość sprawia, że się uśmiecham. Nawet często śmieję się z tego wszystkiego. Myślę sobie co ja w tej głowie miałem pisząc te durne rzeczy. Jak niektóre są ciągle bliskie temu, co jest teraz. Ktoś przyjdzie, oceni przez pryzmat, wskaże palcem i powie, że przecież nie tak jest w życiu. Jak, kurna, w tym życiu ma być?

Walczę ze swoimi demonami stojąc na pewnych nogach. We łbie zawsze był chaos i zawsze będzie. Przykryty względnie poukładanym życiem. Większość może wyglądać na wybielenie, pozytywne postawienie mojej osoby… Ale przed kim? No właśnie. To był jeden z azylów dla myśli. To tak jak w kłótni pomiędzy dwojgiem ludźmi. Ktoś coś powie, rzuci słowem. I wszystko wraca do normy. Powie się co ma powiedzieć.  Atmosfera się oczyści.

Tak się oczyszczają myśli. Ale w głowie już nie ma nic poza wielką ziejącą czarną pustką. Przecież to wszystko już kiedyś przeżywałem. Musiało tak być. Może to też wniosek na przyszłość. Nauka czy kara. Pewnych rzeczy nie da się pojąć inaczej. Szukam więc emocji dalej. Te przecież są… zawsze były na wyciągnięcie ręki.  Tylko zawsze się szuka dziury w całym. Takie to powszechne popełniać błędy wiele razy. Zdawać sobie sprawę, że wraca się myślami w przeszłość. W tą przeszłość kiedy było dobrze. I choć wiem, że należy żyć tylko dzisiaj, nie umiem i nie chcę żyć dzisiaj.

Koniec zawsze jest taki sam. A może to właśnie kolejna szansa?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

19 maj

Moc związana z tym miejscem jest jednak bardzo silna. Cokolwiek tu nie powstało, było moje. Nijak miało się do rzeczywistości, ale był to mój azyl w świecie internetu. Nieraz go brakowało. Jednorazowo? Nie wiem. Z pisania zawsze wychodziły jakieś pozytywy w życiu codziennym. Zmienia się wszystko, tylko nie my. Chciałem-musiałem. Kolejny raz maskując problemy pomiędzy słowami. Ulga, choćby na kilka sekund. Jutro też jest przecież dzień, nowy dzień. I chociaż ciężko, na nim trzeba się skupić. I tylko na nim.

Dalej wiem tylko jedno, na wszystko przychodzi czas.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

You only see what your eyes want to see

04 kwi

Leżąc w szpitalu człowiek ma ogrom czasu na rozmyślanie. Ten czas płynie wolno i dłuży się w nieskończoność. Kiedy się widzi każdy wschód i zachód słońca, poddając się wszystkiemu dookoła.
Krążące po błękitnym tle chmury pozwalają na chwilę zapomnieć, gdzie leżę i co niedługo miało nastąpić. Podziwianie chmur i doszukiwanie się kształtu, któż tego nie przeżył. Pełzające karykatury zwierząt po błękitnym niebie. Aż tu nagle śnieg…

Znieczulony od pasa w dół. Parę godzin z całej doby, ale wystarczyło na doskonały obraz tego, co mogą czuć ludzie sparaliżowani. Przy tym wszystkim moje narzekanie, że nie będę już raczej biegał jest po prostu niczym. W wyścigu szczurów się tego nie docenia. Po paru dniach zapomnę i ja o tym co było, kiedy zniknie ból. Bo Polak mądry po szkodzie.

Nie raz się zastanawiałem nad opisywaniem rzeczy, które się na tym świecie dzieją. Czy to tu czy w swoim osobistym dzienniku. Ale ta forma nigdy mnie nie satysfakcjonowała. Nie raz nie mogłem sobie poradzić z emocjami. Jednakże wiele lat wstecz pokazuje, jak bardzo potrzebowałem zwykłej rozmowy. I jak bardzo czuję, że udało mi się coś osiągnąć. Samemu sobie dopomóc i uświadomić, że są też inne formy ekspresji niż pisanie na blogu. Dlatego postanowiłem, że kończę pisanie tutaj. Ode chciało mi się po prostu. Nie chcę ciągnąć tego siłą, zaglądać i pisać coś raz na parę miesięcy.

Ciężko mi jakoś myśli poskładać w logiczną całość. Jest tutaj tyle mnie, tyle wspomnień różnej maści, którymi w życiu się nie posługuje. Nie wyparłem ich, ale też nie patrzę, czekam czy zerkam w przeszłość, nie piszę kolejnych historii. Dzisiaj mam wszystko to, czego kiedyś tak bardzo pragnąłem. Sam siebie jednak nie potrafię przekonać, że jest to lepsza droga. Bo na pewno jest wygodniejszą drogą. Pamiętam wszystko co dobre. Są to wspomnienia bardzo odległe. Za straszną mgłą, która pochłania tych wspomnień coraz więcej. Nie da się przeliczyć tego na dobre czy złe. Nie noszę w sobie żadnego bólu czy złości. Czuję się czysty. Wręcz pogodzony z przeszłością. A może to przez to, że się pogodziłem raczej sam ze sobą. Zycie wydaje się bardziej obojętne albo to ja stałem się obojętny na wszystko dookoła. Dziś kończy się jedna z moich podróży.

Byt mój gdzieś zakotwiczy w bliżej nieokreślonej przyszłości i miejscu jeszcze nieznanym. Coś się kończy i coś się zaczyna.
Ale to już zupełnie inna historia…

„Cascading stars on the slumbering hills
They are dancing as far as the sea
Riding o’er the land, you can feel its gentle hand
Leading on to its destiny

Take me with you on this journey
Where the boundaries of time are now tossed
In cathedrals of the forest
In the words of the tongues now lost”

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Spóźnieni kochankowie.

09 lut

Książki a film dzieli w moim życiu mała bariera. Do każdej z osobna podchodzę inaczej. O każdej oczekuję trochę czego innego. W filmach szukałem emocji, które potrafiły poruszyć we mnie pewne struny, ale nie oczekiwałem już tego od książek.

Okazało się, że jak szuka się pewnych rzeczy, można je znaleźć tam, gdzie się ich człowiek nie spodziewa. W książce kreuje się wszystko samemu. Pomieszczenia, twarze, miejsca, pomogę czy muzykę. Książki mają ogromną przewagę nad filmami. Ale i tu i tu nie znam tytułu, który by drastycznie wpłynął na moje życie czy je nawet zmienił. Zawsze to miało formę „przyswojenia” lub nie. Coś się podoba albo nie podoba. Daje do myślenia, pozwala się zatrzymać i przeanalizować coś lub nie. Zapomniałem o smutku czy strachu. Zapomniałem o złych myślach. Zyskałem coś w zamian bardzo dla mnie cennego.

„Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.”

Każdy dzień jest jedyny w swoim rodzaju i w każdym dniu może się coś zdarzyć. Możemy sobie marzyć, wizualizować, kreować przyszłość wszelaką. Pewne jest jedno, że nic nie jest pewne, poza śmiercią oczywiście.

Koniec dyrdymałów i głupiej, oklepanej paplaniny. Dojrzewa we mnie decyzja od paru miesięcy o zakończeniu pisania w tym miejscu. Które przeważnie było odskocznią od trudów, smutków czy przeszłości, kiedy nie miało się komu wygadać. Pisać nie przestanę. Dzisiaj czuć delikatną bryzę. Wiatr zmian dopiero nadejdzie. Mam tylko nadzieję, że nie wywróci wszystkiego do góry nogami.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Resuscytacja.

22 sty

Marzenia gdzieś się zatraciły w moim świecie bez spontaniczności. Traktuję je jak coś, co można wypracować. Nie jak coś, co zdarza się rzadko i trzeba to wykorzystać.

Nie potrafię się tym cieszyć. Doszedłem do wniosku, że ostatnim pamiętanym marzeniem było zwiedzanie wielu miejsc w Irlandii. Kiedyś potrafiłem cieszyć się zatrzymaniem czasu w obiektywie aparatu. A dzisiaj… Zatraciłem to wszystko. Podróżowanie stało się banałem największym, strasznie powszechnym. Nie wychodzi nic. Nie mam weny. Nie szukam weny, nie szukam inspiracji. Błąd za błędem.

Organizuję życie tak starannie, że nie dopuszczam już sam do siebie czegoś takiego jak marzenia. Na to trzeba mieć czas, a ja go na marzenia nie mam. Robię inne, mało przydatne i potrzebne rzeczy, które cieszą mnie przez parę chwil. Nie mam w głowie żadnych „haków”, które utrzymują marzenia wysoko nade mną. Nie mam żadnego drogowskazu. Żyję z dnia na dzień. Żyję, tak po prostu.

Młodzieńcze lata beztroski przeminęły jak grudniowy śnieg. Dopadła mnie rutyna codzienności. Stałem się nakręcaną kukłą, bez określonego celu, idei, zasad.

„Człowiek, który ma w życiu wystarczająco dużo miłości i akceptacji, nigdy niczego nie stworzy, nigdy niczego nie zrobi. Jest samowystarczalny.”

Do odratowania. Bo póki co umieram na własne życzenie.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I’m Not Scared

11 sty

Ach, jakże ja kocham deszcz. Delikatne krople rozprowadzane wietrznym palcem na przeźroczystej krze. Podmuchy zimnej zawieruchy na twarzy. Mroźny chłód zimna, tysiące igieł dźgających skórę.

Głosy szepczące, myśli krążące formułują jeden cel. Nakłaniają do danej czynności. Nieodparta pokusa uwolnienia swojej frustracji i negatywnych emocji. Zimno można rozgrzać stalą. I silny jednostki opór. Za długo był spokój. Noc jest czarna, pełna myśli krzepnących w mrocznym oceanie chaosu. Rozbitek, mały chłopiec, Pod zwałem gruzu ciężko oddychający.

Kropla drąży skałę
Dzisiaj wytrzymał
Ale niczego się nie nauczył
Tocząc odwieczną chorobę-
Życie
Kropla drąży skałę

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Forever’s gonna start tonight.

11 gru

Kiedyś wujek mi powiedział, że po trzydziestce inaczej trochę patrzy się na życie. Nie wiem czy za sprawą kolejnej liczby z przodu w metryce, czy rzekomo wtedy mają się uspokoić trochę emocje i mój pogląd na pewne rzeczy ma być racjonalniejszy. Niedużo brakuje mi do tej liczby, a patrząc na siebie widzę, że do bycia racjonalniejszym mam cały maraton… Reaguję emocjonalnie. Bywa, że w środku się aż gotuje, a na zewnątrz nie widać. I jakoś wątpię w to, że moje pisanie czy inne aspekty życiowe będą spokojniejsze, pozbawione chaosu i pełne zrozumienia.

Wiele razy przekonałem się, że problem jest we mnie. Do szczęścia nie potrzebuje realizacji swojego życiowego planu (który to brzmi mniej więcej-moje to najlepsze). A życie to pasmo kompromisów, które tak ciężko czasem do mnie docierają.

Nie muszę mieć wszystkiego na swoje. Nie muszę być cały czas tym upartym osłem. Bo mając pewne rzeczy, nie potrzebuje już innych. Szczęście nie jest tym, „czym muszę mieć” w życiu czy rodzinie. Szczęście… Tym określa się wiele rzeczy. I jeżeli miałbym teraz to opisać, za cholerę nie jestem w stanie. Szczęście jest tym, co czuję?

Pomyślę rzadko o czymś naprawdę smutnym. Dobijającym i przygnębiającym. O tym, co tyczy się Jej i mnie. O tym, co tyczy się nas obydwu. Pomijam przykłady. Wtedy sobie kolejny raz dostanie uświadamiam, ile dla mnie znaczy. I jak mogłoby być ciężko. Lecz nic złego nas nie dotyczy. Żyjemy w pewności, że mamy dzień następny, kolejny tydzień. Życie nie jest ciężkie, a przeciwnie! I jedyne czego mi tak naprawdę brakuje to obecności i czułości. A na wszystko przyjdzie czas.

„Wszystko przemija, ale zanim odejdzie, trzymaj tak mocno, jak tylko możesz.”

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Himalaje absurdu.

11 lis

Śpiew ptaków w nocy w połowie listopada jest cudowny, niepowtarzalny ma swój urok. Ten radosny turkot słychać generalnie latem. Tak samo jak nietoperz, który od paru lat w tym samym miejscu pożywia się wszelakiej maści nocnymi stworzeniami. Lato, właśnie. Ni to zima nawet. Aura nie wpływa na nastroje, lecz pora już wpływa na mnie. Pora dnia, a raczej nocy. W nocy nachodzą najdziwniejsze myśli i przemyślenia. Perspektywa dnia wolnego sprzyja męczeniu niektórych tematów powtarzanych raz po raz.

Uciekałem zawsze najdalej od ludzi. Dzisiaj akurat na cmentarz gdzie leża członkowie mojej rodziny. Szukałem wyciszenia przy grobie Babci. Szukałem także pocieszenia wewnętrznego sam dla siebie oraz przede wszystkim odpowiedzi na parę ważnych dla mnie pytań. Wszedłem w fazę spokoju, uciszenia, takiego zimowego snu. Odpowiedziałem na fundamentalne pytanie o swoją pasję. Którą to kolejny raz gdzieś odkładam, zajmuję się wszystkim inny, a tylko o tym piszę i wspominam. Nic nie robię. A wyciągnięta ręka ciągle woła o pomoc. Kolejny raz jej obiecuję, że już niedługo, przecież bagno tak szybko nie wciąga.
Na cmentarzu panuje cisza i spokój, chociaż ludzie chodzą. Myślę, gdzie zostanę rozrzucony. Na wieku napis:
„Słońce jak życie, kiedyś zgasnąć musi”

Uciekam pragnieniem na najwyższe gór szczyty. Ale nie wszystko jest dla mnie. Himalaje. Mówią, mogą. Widok jest niezapomniany, wręcz oszałamiający. Gdy zamykam oczy, jestem w najcudowniejszym miejscu we wszechświecie.
W świecie wyobraźni magiczną dłonią kreślę historię. Moje Himalaje absurdu.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS