RSS
 

The shams of optimism

01 paź

Mam coś, co dostałem od Ciebie wiele lat temu. Jeszcze to mam… Opisuje dusze, jak mało kto. Miałaś rację?

Słońce poddawało się ciężarowi siwych chmur. Jeszcze walczy, próbuje, jak ciągnięta dusza na dno jeziora, krzyczy wypuszczając promienie. Ale nie powstrzyma już tej fali, która ją zalewa. Cykl się zamyka.

Jesień.

Poddaje się nadchodzącemu. Wiatr wzbiera i nuci pieśni wśród brązowych trzcin. Jezioro wypluwa białą pianę. Na moją duszę spadają jeszcze zielone liście. Czarne chmary ptactwa wszelakiego ucieka na drzewa i w wodne zarośla. Dzień się kończy, cykl się zamyka.

Czarna noc pożarła dzień, wcinając się w moją głowę. Ale wracam szybko, mknąc drogą piaszczystą, kiedy żegnałem ostatni zachód słońca. A przede mną teraz tylko ciemność rozlana po świecie. Zimna dłoń kładzie się na moim ramieniu, zabierając ciepło życia. Mogłem jechać z zamkniętymi oczyma, nic by to nie zmieniło. Dziura, drzewo, mur, auto czy woda… To nie miało znaczenia. Liczyła się tylko ona. Ale… Cykl się nie zamknął.

Nicość.

To ciągle nie ma znaczenia. Pragnienie… życia? Świadomość ciężaru. Dźwięk i ciarki na plecach. Cholerny mrok wżera się w każdą myśl. Zatapia ogniste szpony, zostawia niewidzialne ślady. Bez życia, bez nadziei, bez sumienia i radości, wypełniony brakiem emocji, wielką pustką. Znowu drżę.

Przykładam do poduszki głowę ciężką od myśli. Przeczytam jeszcze kilka stronic książki, lecz i to nie pomoże uciec. Mróz gości w sercu od lat. Odnajdzie mnie wszędzie snujący się czarny cień. Cień mroku i pustki, od której tak strasznie uciekam. Ale to może dlatego, że kiedyś wiedziałaś.

Język ginie w gardle. Kłuje w klatce bolące serce. Cisza cierpienia i radość życia. Paradoks. Chłód nocy owiewa nagie ciało. W środku już wszystko dawno wymarło. Kiedy zimno piecze skórę, wciskam się pod kołdrę. Jedyne bezpieczne miejsce. Zamykam oczy i odchodzę. Cykl się zamknął.

Śnię o sprawach ciężkich, o przeszłości, o niewyjaśnionych niedopowiedzeniach. O tym, co kierowało moim życiem od małego i jak strasznie próbuję się pozbyć pewnych cech. Śnię o tym, co ciągle mnie boli.

I tak cykl za cyklem. Księżyc za księżycem. Mijam w ciszy eteru.

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS