RSS
 

Pośród kwiatów i cieni…

20 wrz

Kiedy chcę pracę, to myślę o pracy, gdzie popołudnie będzie moje. Gdzie wieczór i noc będę spędzał w domu. Kiedy nie trzeba wstawać też o czwartej czy piątej. Ale kiedy wstaję w góry o tej porze, kompletnie mi to nie przeszkadza. Nie istnieje telewizja. Nie istnieją gry. Jest cel i są też ludzie.

I ta nagła, dziwna myśl, że polubiłem poznawanie nowych ludzi. Polubiłem słuchanie, poznawanie i rozmowy. Nie dostaję nerwicy na samą myśl o poznaniu kilku nowych osób i nie trzeba mnie siłą zaciągać nigdzie. Nie panikuję pośród wielu znających się osób jako ten nowy, obcy. Są nawet epizody, gdzie to inni odstają od paczki, od rozmowy, gdzie są obecni tylko ciałem i teraz to nie jestem ja.

Mały chłopiec w podstawówce wielokrotnie stał na korytarzu pełnym pędzących dzieciaków. Zawsze wstydził się gdziekolwiek podejść.  Nawet nie podchodził do tych, których znał. Nie odzywał się niepytany. Mały chłopczyk czuł się zamknięty na świat. W swojej skorupie zamknięty nie potrafił wyciągnąć ręki. Bał się porażki, bał się odrzucenia, bał się rozmowy i reakcji innych.

Dwadzieścia? Lat później jest trochę inaczej. Nie mogę powiedzieć już o sobie, że jestem introwertykiem. Nie potrafię też określić się jako mizantrop lub nihilista. Jestem, tak po prostu. Nieokreślony. Żyję, czuję. Pragnę żyć i chcę czuć. Karmić swoje zmysły i  słuchać samego siebie i swoich pragnień. Rozmawiać, poznawać i obserwować. Poszerzać horyzonty i wiedzieć. Słuchać i obserwować, bo sami mówimy nieświadomie…

Nie jest to coś, czego pragnąłem  czy chciałem. To po prostu samo przyszło. Nie przeszkadzała mi introwertyczna natura. Stało się i dzieje od pewnego czasu. Nie jestem z tego dumny czy zadowolony, bo nie można być zadowolonym z czegoś nad czym się nie pracowało i samo przyszło. Nie mam nic do stracenia. Czerpię z kielicha życia. Czerpię łapczywie, rozlewam.

Czerpię w nadziei, że nigdy się nie skoczy i ja nigdy się nie upije. Że nie wpadnę pod wóz ponownie czy moja sinusoida nie każe mi znowu wciągać do góry ciężkiego głazu.

Chwilo trwaj!

Twój wierny i oddany, syn Ziemi.

Ps.

Wszystko się kiedyś kończy. Wszyscy stajemy w tym samym szeregu, równi wobec siebie. Teraz nie myślę o tym jak wcześniej oraz nie pragnę tego jak kiedyś, a cholernie boję się, że weźmiesz mnie do swojej mroźnej krainy ciemnej wieczności. Że przerwiesz łańcuch, który mozolnie składałem każdego dnia. Odwlekaj tą chwilę jak najdłużej.

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS