RSS
 

Trzymając rękami wyobraźni to wszystko…

25 paź

Czas zmienia wiele. Uspokaja myśli. Czas bardzo dużo utrwala i jeszcze więcej pokazuje. Czas zawsze wlewa do serca spokój. Znajomi, zwykłe rozmowy także to udowadniają. Czas doskonale prostuje wiele spraw. Pokazuje kto, dlaczego. Z biegiem czasu zawsze się coś też zmienia w nas. Niektórych decyzji żałujemy, innych już nie chcemy nawet podejmować. Żałuję pewnych rzeczy. Nie da się przejść przez życie nie żałując niczego. Byłoby to zbyt łatwe, za nudne. Konsekwencje i następstwa czynów to jest to, bez czego nie da się żyć. Wbrew pozorom im trudniej, tym lepiej…

Czas pokazuje, że są już sprawy, o których potrafię porozmawiać zupełnie szczerze i jak jeszcze wiele takich spraw czeka na swoją kolej.

Czas uświadamia okrutnie, że błędy popełniamy. Ale daje szansę przynajmniej naprawy części tych błędów. Odrzucam możliwie najczęściej strach przed niewiadomą. Bo nikt inny jak czas to pokazał, że nie ma co tracić minut życia, bo mijają z dnia na dzień coraz szybciej. Zdałem sobie sprawę z tego wiele lat temu i nic nie zrobiłem.  Nie da się żyć i trwać myślami wykreowanymi. Przeszłością, wyobrażeniami chwil i osób.

Idzie zima. Pod płaszczem uśmiechu są niezliczone ukryte myśli. Niewypowiedziane, nieujawnione nikomu. Wszyscy je mamy. Wspominam. I wykreślam kolejne linijki tekstu. Tym razem byłoby zbyt szczerze, dosadnie, za dużo żalu do samego siebie o błędne decyzje, niepodjęte próby, za brak reakcji.

Nie znalazłem ukojenia w pisaniu, które było tylko momentem, krótką chwilą i wycinkiem nieznaczącym rzeczywistości. Słowa będą dalej płynąć, lecz nie tutaj. To już nie miejsce na takie rzeczy. Piszę z przyzwyczajenia, z innych nieokreślonych pobudek. Tak po prawdzie wszystko zależy od interpretacji. Dlatego powód zachowuję dla siebie. I choć będę krzyczał sercem całym, nie wyrwę tego krzyku poza granice klatki piersiowej. Kiedy znów radość serce zaleje, uśmiechnę się delikatnie ku światłu nadziei. Wszystko poza tymi granicami. Może kiedyś znów napiszę, kto wie. Słowa będą płynąć dalej w innej formie.

Poddałem się chwili. Popłynąłem. Potrzebowałem tego? Ułamek myśli wyciągniętych z rzeki. Nigdy nie jest za późno na naprawianie błędów. Nigdy nie jest za późno na rozmowę. Nigdy nie jest za późno na gest. I nie trzeba iść przez życie z zaciśniętymi zębami. Tylko szczęka niepotrzebnie boli.

Droga życia prowadzi meandrami. Wiedzie w nieznane i kiedyś znajdzie swój koniec. I to właśnie koniec oklepanych frazesów. Chociaż w internecie mam azyl, to nie jest dla mnie. Radość sprawia rozmowa w cztery oczy. Wygłupy czy cisza. Szanse, mosty wielu szans, dla mnie i dla innych. Uciekam, lecz trochę w inną stronę.

Nigdy nie jest za późno.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

The shams of optimism

01 paź

Mam coś, co dostałem od Ciebie wiele lat temu. Jeszcze to mam… Opisuje dusze, jak mało kto. Miałaś rację?

Słońce poddawało się ciężarowi siwych chmur. Jeszcze walczy, próbuje, jak ciągnięta dusza na dno jeziora, krzyczy wypuszczając promienie. Ale nie powstrzyma już tej fali, która ją zalewa. Cykl się zamyka.

Jesień.

Poddaje się nadchodzącemu. Wiatr wzbiera i nuci pieśni wśród brązowych trzcin. Jezioro wypluwa białą pianę. Na moją duszę spadają jeszcze zielone liście. Czarne chmary ptactwa wszelakiego ucieka na drzewa i w wodne zarośla. Dzień się kończy, cykl się zamyka.

Czarna noc pożarła dzień, wcinając się w moją głowę. Ale wracam szybko, mknąc drogą piaszczystą, kiedy żegnałem ostatni zachód słońca. A przede mną teraz tylko ciemność rozlana po świecie. Zimna dłoń kładzie się na moim ramieniu, zabierając ciepło życia. Mogłem jechać z zamkniętymi oczyma, nic by to nie zmieniło. Dziura, drzewo, mur, auto czy woda… To nie miało znaczenia. Liczyła się tylko ona. Ale… Cykl się nie zamknął.

Nicość.

To ciągle nie ma znaczenia. Pragnienie… życia? Świadomość ciężaru. Dźwięk i ciarki na plecach. Cholerny mrok wżera się w każdą myśl. Zatapia ogniste szpony, zostawia niewidzialne ślady. Bez życia, bez nadziei, bez sumienia i radości, wypełniony brakiem emocji, wielką pustką. Znowu drżę.

Przykładam do poduszki głowę ciężką od myśli. Przeczytam jeszcze kilka stronic książki, lecz i to nie pomoże uciec. Mróz gości w sercu od lat. Odnajdzie mnie wszędzie snujący się czarny cień. Cień mroku i pustki, od której tak strasznie uciekam. Ale to może dlatego, że kiedyś wiedziałaś.

Język ginie w gardle. Kłuje w klatce bolące serce. Cisza cierpienia i radość życia. Paradoks. Chłód nocy owiewa nagie ciało. W środku już wszystko dawno wymarło. Kiedy zimno piecze skórę, wciskam się pod kołdrę. Jedyne bezpieczne miejsce. Zamykam oczy i odchodzę. Cykl się zamknął.

Śnię o sprawach ciężkich, o przeszłości, o niewyjaśnionych niedopowiedzeniach. O tym, co kierowało moim życiem od małego i jak strasznie próbuję się pozbyć pewnych cech. Śnię o tym, co ciągle mnie boli.

I tak cykl za cyklem. Księżyc za księżycem. Mijam w ciszy eteru.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pośród kwiatów i cieni…

20 wrz

Kiedy chcę pracę, to myślę o pracy, gdzie popołudnie będzie moje. Gdzie wieczór i noc będę spędzał w domu. Kiedy nie trzeba wstawać też o czwartej czy piątej. Ale kiedy wstaję w góry o tej porze, kompletnie mi to nie przeszkadza. Nie istnieje telewizja. Nie istnieją gry. Jest cel i są też ludzie.

I ta nagła, dziwna myśl, że polubiłem poznawanie nowych ludzi. Polubiłem słuchanie, poznawanie i rozmowy. Nie dostaję nerwicy na samą myśl o poznaniu kilku nowych osób i nie trzeba mnie siłą zaciągać nigdzie. Nie panikuję pośród wielu znających się osób jako ten nowy, obcy. Są nawet epizody, gdzie to inni odstają od paczki, od rozmowy, gdzie są obecni tylko ciałem i teraz to nie jestem ja.

Mały chłopiec w podstawówce wielokrotnie stał na korytarzu pełnym pędzących dzieciaków. Zawsze wstydził się gdziekolwiek podejść.  Nawet nie podchodził do tych, których znał. Nie odzywał się niepytany. Mały chłopczyk czuł się zamknięty na świat. W swojej skorupie zamknięty nie potrafił wyciągnąć ręki. Bał się porażki, bał się odrzucenia, bał się rozmowy i reakcji innych.

Dwadzieścia? Lat później jest trochę inaczej. Nie mogę powiedzieć już o sobie, że jestem introwertykiem. Nie potrafię też określić się jako mizantrop lub nihilista. Jestem, tak po prostu. Nieokreślony. Żyję, czuję. Pragnę żyć i chcę czuć. Karmić swoje zmysły i  słuchać samego siebie i swoich pragnień. Rozmawiać, poznawać i obserwować. Poszerzać horyzonty i wiedzieć. Słuchać i obserwować, bo sami mówimy nieświadomie…

Nie jest to coś, czego pragnąłem  czy chciałem. To po prostu samo przyszło. Nie przeszkadzała mi introwertyczna natura. Stało się i dzieje od pewnego czasu. Nie jestem z tego dumny czy zadowolony, bo nie można być zadowolonym z czegoś nad czym się nie pracowało i samo przyszło. Nie mam nic do stracenia. Czerpię z kielicha życia. Czerpię łapczywie, rozlewam.

Czerpię w nadziei, że nigdy się nie skoczy i ja nigdy się nie upije. Że nie wpadnę pod wóz ponownie czy moja sinusoida nie każe mi znowu wciągać do góry ciężkiego głazu.

Chwilo trwaj!

Twój wierny i oddany, syn Ziemi.

Ps.

Wszystko się kiedyś kończy. Wszyscy stajemy w tym samym szeregu, równi wobec siebie. Teraz nie myślę o tym jak wcześniej oraz nie pragnę tego jak kiedyś, a cholernie boję się, że weźmiesz mnie do swojej mroźnej krainy ciemnej wieczności. Że przerwiesz łańcuch, który mozolnie składałem każdego dnia. Odwlekaj tą chwilę jak najdłużej.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Eter

07 wrz

Wszystko w magiczny sposób wraca do normy. Nic się nie stało. A ja dalej taki sam. Odłączam wszystkie myśli i znikam w swoim świecie fotografii czy sportu. Łączę to w miarę skutecznie. Żyję dniem jak mogę. Korzystam garściami z pogody, chłodnego wiatru i swoich sił. Ale nie ma nic pewnego przecież. Do gara włożyć trzeba a z pracą nic dobrego się nie dzieje. Przyjdzie się niedługo zanurzyć ponownie w życie.

Mój świat to nieustanne godzenie się z tym, że nie da się wszystkiego pogodzić. W życiu jednym nie da się obejrzeć wszystkich filmów świata, przeczytać wszystkich książek, odwiedzić tylu miejsc i zrobić tyle rzeczy, na które się ma ochotę. To taki nieustanny proces wyławiania z oceanu życia najlepszego i możliwie dostępnego.

 

Pisząc to nie odkryłem niczego, co większość z nas wie i zna. Posiłkując się słowami ludzi mądrzejszych od siebie, stworzę częściowo ich słowami swoją myśl.

Uzależniamy nasze życie od pieniędzy. Jest to logiczna rzecz, za coś trzeba przecież żyć. Jednak poza jedzeniem, opłatami rachunków, domem czy mieszkaniem, jest jeszcze coś. Nasze marzenia, nasze życia, które te pieniądze wydają na rozmaite rzeczy. Samochody, książki, a często na rzeczy, które nie są nam do niczego potrzebne. I tak sobie zbieramy, trwonimy i na nowo zbieramy. Życie mija. O nic nie pytasz.

Jeżeli robisz coś wystarczająco długo, zaczynasz to robić coraz lepiej. Im mniej pytasz samego siebie, tym bardziej oddajesz się gonitwie. Nie stoimy w miejscu, ciągle pracujemy, zbieramy, jakoś żyjemy i śpimy, powtarzając rytuały dnia codziennego. W międzyczasie znajdujemy parę chwil na swoje pasje, hobby czy zwykły odpoczynek na powietrzu lub przed telewizorem. I ponownie następnego dnia zanurzamy się w morzu pełnym ryb.

Życie redukuje marzenia i pokazuje wiele rzeczy tym, którzy chcą widzieć. Czasem żyję tylko pozornie. Zbieram hajs na auto. Kiedy już uzbieram ten hajs na to auto, za rok zacznę myśleć o innym aucie, w międzyczasie pomyślę o nowym telefonie, nowej książce czy nowych garnkach do kuchni, chociaż stare są jeszcze dobre. I jak to powiedział pewien mądry facet, nie płacimy za to pieniędzmi, lecz naszym czasem, naszym życiem, który poświęciliśmy, żeby zebrać tą kwotę na te wszystkie nasze, hmm, marzenia? Konsumpcjonizm wrósł w korzenie nas wszystkich. Ale nie wszyscy potrafimy spojrzeć trzeźwo na świat.

Kiedy liczy się hajs, nigdy nie ma dostatecznie dużo kasy. Zawsze jest za mało. Nie czas na rodzinę, nie czas na dziecko. Trzeba się dorobić, trzeba mieć. Właśnie, że nie trzeba nic. Nigdy nie ma na nic dobrego czasu. To tylko wymówki i usprawiedliwianie się. Kiedy się człowiek dorobi, będzie miał wystarczająco, wtedy jest z reguły za późno i okazuje się, że już nic nie można zrobić.

Życie to jedna wielka machina, w której trzeba się starać, robić, pielęgnować. Nie można się godzić na bylejakość. Nie można żyć tylko trwając. Dobry gest wraca do ludzi. Wierzę.

Dbajcie o siebie i o najbliższych.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hello from the other side.

29 sie

I moje Katharsis.

Wgniotło w ziemię. Katowałem się a to ciągle mnie żuło i wypluwało. Wgniotło ponownie. Padł strzał. Bolało, bardzo bolało. Szukałem wtedy słów. Nie znalazłem.  Szukałem pomocnej dłoni i nie udało się. Szukałem ciepła i go nie doświadczyłem. Znalazłem tylko samego siebie na końcu drogi. Samotnego, małego chłopczyka, krzyczącego w milczącym tłumie. Nikogo to nie obchodzi. Radź sobie sam. Zawsze sami. Całe życie sami  mierzymy się ze wszystkim.  I tak pozostanie do samego kresu.

Po drugiej stronie nie żyję złudzeniami. Pragmatyzm. Tutaj nie ma miejsca na potknięcia. Życie pędzi a my z nim. Gonimy za wszystkim, tylko nie samym sobą. Zbieramy pieniądze, kupujemy ciuchy, wyjeżdżamy na wakacje i co roku powtarzamy te czynności. I jak wiele z nas zapomina o tych, którzy są obok?

Umarło we mnie wszystko. I choć próbuję w samym środku odnaleźć cokolwiek, co by było dobre lub pozytywne, nie potrafię.  Nie mam nic dla nikogo. Poddałem się.

 

Czuję się beznadziejny. Niepotrzebny i do niczego. Chwilowe to jest, to wiem. Nie mogłem jednak odciąć pewnych myśli, które spowodowały tą lawinę. Swoje lata już mam, swoje już wiem i wydaje się, że wszystko zawsze zaczynam od początku. Kiedy próbowałem zaktowiczyć w pracy, nigdy się nie udawało. Lata leciały, pracę się zmieniały i zostałem z niczym. Wszystko od nowa, jak zawsze.

 

Żyłem pragnąc zarabiać nie wiadomo ile. Marząc o wielkim domu, podwórku, najlepiej przy lesie, z dala od ludzi. Świętym spokoju dla samego siebie. Kiedy te marzenia oddalały się z każdym rokiem, zdawałem sobie sprawę, że życie to nie jest tylko to, co ja chcę. I te rzeczy nie dadzą mi tego szczęścia, którego oczekuje. Szczęścia rzeczywistego, namacalnego i dającego się odczuć. To tylko cztery ściany, puste cztery ściany. Obraz prawdziwej, kochającej się rodziny ulatuje w nieznane. Czuję się całkowicie niezdolny do stworzenia czegokolwiek. Dysfunkcyjny.

Naiwnie wierzący mały chłopiec czeka ciągle na końcu tunelu, czeka na swoją kolej. Chwile własnej radości. Chaos, który będzie rządzić jego życiem.

„Szczęście jest w tysiącu drobiazgów tworzących mozaikę życia codziennego”.

 

Życie jest przewrotne, skurwysynu. Masz co chciałeś. Wszystko wraca do ludzi.

Masz rację.

Czas zmienia wszystko.

Człowiek ma wybór. Zawsze ma jakiś wybór.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nostalgia.

20 sie

Jak nigdy i za niczym innym. Ból rozrywający serce. Kiedy robisz coś, co lubisz… Trzeba wracać, opuścić góry. Jak nigdy w życiu czuję się z siebie zadowolony. Co prawda szczytu nie zdobyłem, ale byłem bardzo blisko. Satysfakcja z wyprawy przerasta nawet moje oczekiwania. Satysfakcja z własnego zapału, samozaparcia i odwagi także przewyższyła moje oczekiwania. Nie planuj – przyniosło najlepsze rezultaty. Za rok uda się zdobyć pierwsze szczyty. Skorzystałem i wiem, że będę tam wracał.

I wracam busem, długa trasa. Wspominam, przypominam. Kiedy tak jeździłem kilka lat. Wspomnienie, to zawsze zostanie. I myśl, że przeminęły wakacje. Przeminęły wspomnienia a życie idzie dalej. I to, że przemijam razem z tym wszystkim czując, że nie robię jednak czegoś…  Brakuje pewnego czynnika, dopełnienia całości.

Dbajmy o najbliższych. Pozornie życie nie jest długie. Nie jest bajką o kopciuszku. Żeby coś w życiu mieć, trzeba coś zrobić. Działać i pracować. Nigdy nie ma nic za darmo. Nie oddalać się za bardzo od siebie. By żyć dobrze, rozwiązywać problemy w cztery oczy rozmawiając. W życiu zostają ludzie. Najbliżsi i najważniejsza osoba. Pracę i pieniądze są i zaraz może ich nie być. Nic za darmo z nieba nie spada. Wszystko jest wynikiem naszej ciężkiej pracy. Ale zaraz…

Ja już coś takiego pisałem wielokrotnie.

Ludzie się zmieniają… Nie wiem jak i kiedy, bo choć powtarzam jak mantrę wersety o braku zmiany, to widzę, że ludzie zmienić potrafią się na gorsze. I w magiczny sposób odmienić. Odstawiamy na bok myśli, problemy, bliskie osoby, a potem do nich wracamy. Oparzeni, jak za dotknięciem magicznej różdżki, przypominamy sobie o tym, co kiedyś gdzieś odłożyliśmy.

Pisałem o akceptacji drugiej osoby. Im więcej pasji tym lepiej. A ciągle częściej się wyrzuca kogoś z życia… Na chwilę. Jest fajnie, miło i super. I wszystko wraca do nas i gra zaczyna się od nowa. Życie jest przewrotne i udowadnia to każdego dnia.

Przewrotność, przewrotność. Raz na górze, raz na dole. Życie to ciężka praca, która zawsze przynosi efekty, prędzej czy później. Warto dawać szansę. I nie czynić innym tego, czego sami nie chcemy doświadczyć.

W życiu piękne są tylko chwile.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A small measure of peace

14 sie

Dzięki, oj dzięki za muzykę. Wspaniałe twory, które poruszają do głębi, a dzięki niej jestem. Mam siły i chęci, mam energię. Każdy akord miażdży. Każde dotknięcie struny oddziałuje i na moje uczucia. Bo się okazuje, że potrafię wykrzesać z siebie jeszcze coś… Muzyka przynosi spokój upragniony. Koi wszystko co złe, łagodzi ból. Przynosi spokój duszy.

Reszta? Jest nieistotna.

Nieistotne są wczorajsze minuty. Kiedy żyje się dniem, żyje się zupełnie inaczej. Żyje się w pewnej komfortowej sytuacji, gdzie ostatnią myślą może być np. kiedy położę się spać. Lecz po co odbiegać tak daleko w przyszłość, jak tak wczesna godzina. Tak się nie da. Nie umiem oddać się całkowicie chwili zamkniętej w granicach dwudziestu czterech godzin. Wszystko to przez to, co jest w głowie. Kłębiące się myśli wybiegające w przyszłość. Kotwice wspomnień niespełnionych trzymają na dnie. I dodatkowo wspomnień, które sam wyobraziłem sobie w głowie przez te lata. To jest dopiero gnój, który sobie urządziłem sam. Ale to trzyma tutaj, na tym padole. Kiedyś było przecież dobrze.

Kiedy jest źle, wyłazi ciągle natura melancholika i masochisty, który nawet wyobrażeniami potrafi zamęczać się na całego. Natury nie da się oszukać?

Zimno, przedziwnie zimno.

Tonę. Tonę po raz kolejny i nie mogę umrzeć.

Słowa nie płyną jak fale. Trzeba je wygrzebywać z ziemi. Głębokiego dołu, gdzie je wszystkie ukryłem. Wszystko jest słowem wyobraźni dopóki nie stanę przed tym twarzą w twarz. Konfrontacja. Emocje i życie. Oczyszczenie.

Zamknięty w twardym pancerzu, próbuję przebić się na świat, który tak czasem przytłacza. I Choć oczekuję końca wszystkiego. A w przeciwnym do końca geście, w nadziei wystawiam dłoń ze skorupy, żeby ktokolwiek ją ujął. Obdarzył słowem i nigdy już nie wypuścił. Do końca wszystkiego.

Oczyszczenie.

Potrzeba udowodnienia sobie czegoś… Walka się kiedyś skończy i nastanie spokój.

Oczyszczenie.

Kiedy umilkną bębny wojny nastanie kres.

Kres końca.

Oczy zasnute mgłą ostatni spojrzą raz.

Wszędzie nastanie zima.

A Ty wreszcie przyjdziesz do mnie…

Kołysząc wieczność.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

No łoman, no kraj.

03 sie

W środku nie ma życia. W sercu nie ma płomieni. Nic, wielka pustka. Zero. Na jałowej ziemi nic nigdy nie wyrośnie. Umarłem dawno.

Jest tylko nadzieja. Nadzieja każe istnieć, przeć do przodu bez względu na okoliczności. Nadzieja daje siły, że wszystko będzie dobrze. A życie tradycyjnie wszystko pokazuje. Głupia nadzieja trwa z żaglem swym i zgarnia wiatry świata, bezustannie prąc do przodu. To jedyna pozytywna rzecz we mnie.

Teraz, hmm, nie ma niczego. O to mi chodziło przecież… Rozwiązanie problemu, który wisiał długi czas. Odzyskałem spokój. Zyskałem także wiele innych rzeczy. Kąt widzenia i pojmowania poszerzył się maksymalnie. Skoro nic człowieka teraz nie trzyma, to czemu znowu nie uciec?

Miesiąc, dwa i życie może wyglądać diametralnie inaczej. W innym mieście, w innym kraju. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Teraz jedynym hamulcem jest pasja-praca. Ale ta perspektywa kuszącego świata…

Jak to wszystko jest posrane a jednocześnie proste. Tak miało być, tak miało być. Można jedynie zaczynać od nowa każdy dzień. Każdego dnia, wszyscy zaczynają z białymi kartkami. Wszystko można. A w tym jest coś strasznie radosnego. Lecz zachowam to dla siebie.

Przecież chyba o to chodzi w życiu, żeby je przeżyć? Nie przemyśleć, analizować. By być, nie czekać na coś i kogoś. Życie nie czeka na nas.

Masz… Na krańcu, na rozdrożu. Wszystko od nowa. Teraz świat należy do mnie. Niech się dzieje, co się ma dziać.

Nie mam już siły…

Time to go away
Down a road I cannot hide
Will I have no name?
For destiny’s I cannot find

Will I wander alone?
Forever’s lonely road of time
Am I looking for what
I’ll never find?

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gorzka ta słodycz…

28 lip

Nie czuję w sobie żadnej energii do działania. Nie mam większej ochoty na pisanie. Pragnę jednak wyrzucić z siebie cokolwiek. Zrzucić ciężar i uwolnić się od masy, która zaczyna przytłaczać. I to przedziwne uczucie, kiedy sobie zdałem sprawę, że większość muszę rozpocząć na nowo. Życie toczy się stale, a ja ciągle i ciągle od nowa. A to wypala pozostałą jeszcze energię.

Przytłoczony… a jednocześnie spokojny. Bo zdaje sobie sprawę z nadchodzących rzeczy. I jedyne, co mi przychodzi do głowy, to odciąć wszystko  i napisać historię od nowa. Wybrać najłatwiejszą z dróg, zapomnieć, przestać się przejmować i myśleć dalej o życiu.

O tym życiu, które się toczy jak kamień z góry. Patrząc w przeszłość nietrudno odnieść wrażenia, że  napisana przeze mnie książka o swoim życiu byłaby swoistym informatorem, jak sobie właśnie życie utrudniać, myślami, decyzjami i krokami w życiu. To pewnie byłby hit. Ale książki nijak się do życia mają.

Nieprzystosowany. Niepotrafiący trzeźwo patrzeć na świat. Beznadziejnie nieromantyczny. W wiecznej opozycji do świata ludzi. O innych nawet nie wspomnę. Ogólnie nierokujący poprawy.

Jedyne, co się może zmienić, to podejście do świata i wybór pomiędzy dobrem a złem. Tak, to bardzo subiektywne odczucia. Ile ludzi tyle definicji. Pierdolamento generalnie. To nie istnieje. Dzisiaj jest tylko dzisiaj. Jedna unikalna chwila, która nigdy nie powróci. Jedyny taki zachód słońca czy powiew wiatru. Tak łapię oddech choćby na chwilę, zdając sobie sprawę, że jest jeszcze coś więcej w tym życiu.

I jest też nadzieja.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Modern Life Architecture

14 lip

Oddycham ciężko.  Wzdycham równie ciężko łapiąc zachłannie powietrze. Ponownie trzeba wybierać. Podejmowanie decyzji w tej chwili jest jak syzyfowa praca. Sypią się wszystkie filary życia…

Nie muszę trzymać się uporczywie niczego. Lecz to robię. Może w świadomości wielki dzwon ogłasza, że to ostateczny upadek. Nic nie będzie możliwe do odbudowania. Teraz wiem, że to nie książki o motywowaniu się przed lustrem są dobre, kiedy sobie wmawiam różne głupoty. Ważna jest umiejętność radzenia sobie z problemami i ich rozwiązywania. A kamień toczy się na dół… Żal nad własnym losem. Tak pozornie łatwe, a tak cholernie ciężkie…

 

Chory, zmęczony czy tylko przepracowany? Tyle miesięcy, tyle lat bez jakiegoś prawdziwego urlopu. Po raz kolejny ogarnia mnie senność, beznadzieja. Wypalam się. A nawet próbuję to poskładać wszystko w całość. Zatrzeć wszelkie bariery i granice. Ucieczka w pracę się sprawdza. Uciekanie od życia się sprawdza. Miało być tak pięknie. Tylko znowu coś się stoczyło…

Kolejne miesiące bez wypoczynku się szykują.  Kolejne miesiące ucieczki od samego siebie. Muzyka – katalizator, który wykrzesał ze mnie jeszcze jakieś emocje. Bo tak to chaos. Ale wiem, że będzie dobrze. Zadbam o to. Tylko to wszystko po tej nierównej walce. Czasem tak cholernie brak głupiego gestu… Azyl doskonale się sprawdza. Negatywne  (albo neutralne) emocje w jakimś sensie ulatują. Można spokojnie położyć się spać. Parę godzin w względnym spokoju przeżyć. To skomplikowane, strasznie skomplikowane.

Kamień w końcu przestanie spadać w dół.

„Oh the games people play now
Every night and every day now
Never meaning what they say now
Never saying what they mean”

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS