(Pieniądze to nie wszystko. W pogoni za nimi często zapominamy o tym, co jest najważniejsze. A niektórym do szczęścia dużo nie trzeba…)
Przekonałem się, że rodzina to coś więcej niż tylko spotkania od czasu do czasu na ogólnych spotkaniach. Takich nie lubię, bo zbiera się rodzina cała, więc ci, których się nie lubi. Tutaj całe szczęście tak nie jest. Sprawa też jest taka, że chodzę i odwiedzam ich, każdego z osobna, czasem wszyscy na raz. To też dlatego, że nie mam się czasem do kogo odezwać, a pragnę by to gdzieś wypływało ze mnie nie tylko w formie pisemnej czy elektronicznej.
Kuzyn radzi by do końca roku wytrwać. I jest to coś, nad czym myślę. Bo jak będę pracował do tej pory jak pracuję, niestety nie dam rady nawet wynająć mieszkania. Średnio mi będzie, ale przecież mogę wrócić za jakiś czas ponownie, lub wyjechać gdzie indziej. Mój dom tam gdzie ja, a nie moje cztery ściany.
Schudłem trzy do pięciu kilo. Więcej nie planuje, choć to samo z siebie wychodzi. Nie z nerwów, a raczej z aklimatyzacji. I tego, że jak chodzę, to z reguły z buta, a kilometrów sporo narobiłem. Jest tu… do niczego ta pogoda. Przyzwyczajony człowiek do tej naszej, Polskiej, gdzie lato to lato, a zima to zima. A nie wszystko takie same. Świeci, pada, świeci, wieje, pada i tak ciągle. Chociaż jak świeci to czuć mocno ciepło.
Siostry nie zmienię, jedynie mogę wyrazić co mnie wkurza, a staram się wyrażać wszystko w sposób kulturalny i spokojny. A wiem, że mi nie trzeba dużo, podchwycę temat i emocje eksplodują i kłótnia jest. Czasem wiem, że mam rację i nie dam za nic wyprowadzić mnie z równowagi. Nigdy tego nie ukrywałem i wiem, że to się nie zmieni raczej. Nadzwyczaj jestem spokojny, lecz demona w sobie też posiadam, który całe szczęście pojawia się niezmiernie rzadko.
Dawno nie czułem się tak wspaniale psychicznie. Jest mi dobrze i nie zapowiada się by było gorzej w jakimkolwiek stopniu. Tak po prostu mi się „zrobiło”. Nie wiem czy z nastawienia czy czego. Nie analizuję tego. To co czuję mi odpowiada. A życia nie zmienię, jest jakie jest i już. Nie mam wpływu na wszystko. Ale mam wpływ na siebie. Myślę pozytywnie, bo po prostu nie umiem nawet inaczej teraz. Czasem się przyznam, że brak mi jakichś większych emocji negatywnych, po prostu chyba znowu trafiłem na ten „dziwny” okres w moim życiu. Nie przejmuje się problemami, które mnie nie dotyczą, albo których rozwiązać się po prostu nie da. Po jaką cholerę pchać sobie do głowy dodatkowe głupoty. Powoli gdzieś tam wracam do wielu rzeczy, które sprawiały mi radość. Mam na to czas, a czas poświęcony na własny rozwój i szczęście nigdy nie będzie stracony.
I na koniec mój ulubiony cytat. Notka nie o egoizmie, na to kiedy indziej przyjdzie czas rozmyślać. Ile ludzi, tyle myśli…
„Bądź altruistą. Szanuj egoizm drugich.”
Okna w domu siostry są tragiczne. Jest przez te nieszczelności chłodno w nocy. W ogóle pogoda jest beznadziejna. Niby ciepło, a zimno. A jestem zwierzęciem lubiącym klimat cieplejszy. Urodziłem się w lato i jak to Pani z technikum kiedyś powiedziała „to ty gorący chłopak jesteś”, ha, ha. Na dworze można przeżyć, może w wakacyjne miesiące pogoda i temperatura się powiększy. Ciężko jest czasem, ale się da wytrzymać. Jest dom, dach nad głową i inne przydatne rzeczy ułatwiające życie.
Tutaj się naprawdę uczę życia. Przez miesiąc czuje, że zmienia mi się podejście. I to musi się stać, bo inaczej nie przetrwasz. Ciągle o pracę ciężko jak wszędzie. Zadzwoniłem do jednej firmy, ale szukali tylko kobiet. Po tygodniu ktoś zadzwonił z tej firmy i nagle znalazłem coś na pięć dni. Jak się sprawdzę, będę chodzić na inne sprzątanie. Zawsze coś, kolejny kontakt złapałem. Coś pieniędzy wpadnie.
Jak mówię, w Polsce było to dla mnie nie do pomyślenia, żeby iść jeszcze dorobić przy sprzątaniu. Mimo to zrezygnowałem z pracy, która w jakiś tam sposób mi odpowiadała. Zarobiłem tutaj w parę dni to, co przywiozłem z Polski. Lecz po chwili przestaję kalkulować i żyję dalej.
Tutaj tak jest. Dzwonisz do kogoś i nagle coś jest. Wchodzisz do kogoś z ulicy i każe przyjść jutro na dzień próby. Sprawdzisz się w jednej pracy, w drugiej możesz pracować za parę dni, bo ktoś cię poleci. A ja biorę to co jest, nawet że na czarno. Z nadzieją, że czasem się coś rozkręci. Bo będąc prawie na swoim człowiek szanuje pracę bardziej, bo to co zarobi, pozwoli mu się utrzymać dalej i żyć. Trzeba być otwartym, nigdy nie wiadomo na kogo się trafi i co ci ktoś może załatwić. Język ciągle gdzieś kuleje, ale motywacja jest, parę rzeczy załatwiłem sobie sam, co mnie podbudowało jeszcze bardziej. Metoda małych kroczków jest najlepszą metodą.
A nawet gdy siedzę w domu, bo pada, bo nie ma zajęcia, bo nie ma nawet już gdzie cv wysłać, to nie siedzę i lamentuje. Wszystko się zagospodaruje tak, by nie było czasu na takie głupoty jak smutek, doły czy inne pierdoły. A jak się nie chce siedzieć w domu, to się wychodzi nawet na głupi spacer do centrum. Usłyszysz ludzi, przeciśniesz się w kolejce parę razy i jest inaczej. Bo ta wielokulturowość jest wspaniała. Sam biorę aparat w rękę i idę. Robie to, co lubię i to, co daje mi satysfakcje. Pozwala zapomnieć.
Z wujkiem jeszcze jestem umówiony na te fotograficzne wypady. Także dalsza część zwiedzania Irlandii zaczyna się ruszać, z czego jestem ogromnie zadowolony. A sobie tak z wujkiem dziś pogadałem szczerze. Jesteśmy podobni. Nie musimy mieć firmy i miliona euro na koncie tygodniowo. Wystarczy nam stała praca i dach nad głową. Nad wyrost powiem „dusza artystyczna”, nie czerpię radości z kwoty zarobionej, lecz z tego co ze mnie wypłynie w postaci słów lub obrazu.
„Nienawiść to ciężar. Życie jest za krótkie by tracić cały czas na złość. Po prostu nie warto.”